
Hosted by Onet · PL

W specjalnym wydaniu "Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz, Kamil Dziubka, Dominika Długosz i Jacek Gądek podsumowali pierwszy rok po wyborach wygranych przez Karola Nawrockiego i obóz Prawa i Sprawiedliwości.

Mija rok od drugiej tury wyborów prezydenckich, wygranych przez Karola Nawrockiego i obóz Prawa i Sprawiedliwości. Dokładnie 1 czerwca o godz. 20 zapraszamy na specjalne wydanie "Stanu Wyjątkowego", w którym Andrzej Stankiewicz, Kamil Dziubka, Dominika Długosz i Jacek Gądek podsumują pierwszy rok po wyborach i wspólnie odpowiedzą na pytania subskrybentów Onet Premium. Zapisz się! Szczegóły: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/specjalne-wydanie-stanu-wyjatkowego-dolacz-do-wydarzenia/rq61t2b Skończyły się czasy, gdy słowa Jarosława Kaczyńskiego, jego wola i kaprys ważyły na prawicy więcej, niż prawo i niż sprawiedliwość. Po tym, jak prezesowi PiS posłuszeństwo wypowiedział Mateusz Morawiecki, następny w kolejce ustawia się Karol Nawrocki. Prezydent właśnie kompletnie zignorował sygnały ostrzegawcze wysyłane z Nowogrodzkiej w sprawie obsady stołka I prezesa Sądu Najwyższego. Nie ma co kryć — w trwającej politycznej wojnie o kształt wymiaru sprawiedliwości I prezes Sądu Najwyższego to posada kluczowa. Dlatego Kaczyński nie chciał się zgodzić na nominację dla sędziego Zbigniewa Kapińskiego, który ponad ćwierć wieku temu uczestniczył w wydaniu orzeczenia uznającego, że Lech Wałęsa nie był agentem komunistycznej bezpieki. Udowadnianie, że Wałęsa to „Bolek" nadaje życiu Kaczyńskiego sens, więc nie ma się co dziwić, że prezes oczekiwał od swego prezydenckiego wybrańca, że nie zgodzi się na takiego kandydata. A Nawrocki po cichu Kapińskiego powołał — czyli olał Kaczyńskiego. Dla jasności: nie był w tej prezesowskiej olewce sam. Za Kapińskim lobbowali ważni w pisowskiej kaście ludzie: nie tylko zbuntowany Morawiecki, ale także zmarginalizowany Andrzej Duda i odchodząca szefowa Sądu Najwyższego, była wiceminister w rządach PiS Małgorzata Manowska. Znaczy to tyle, że jest na prawicy grupa polityków, którzy mają wystarczającą siłę, by przeforsować swych ludzi na ważne stanowiska — mimo oporów Kaczyńskiego. Tak się zaczyna detronizacja. Ale naturalny — od ponad dwóch dekad — przeciwnik Kaczyńskiego, szef Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk także przeżywa problemy. Rok temu dostał ciężkie baty, bo jego kandydat Rafał Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie. Teraz z kolei — raptem po dwóch latach kadencji — odwołany w referendum został prezydent Krakowa Aleksander Miszalski, ważna postać KO. W związku z tym twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek analizują wyborczą skuteczność Tuska na rok przed wyborami parlamentarnymi. Wnioski są brutalne. Premier nie odrobił lekcji po ubiegłorocznej porażce Trzaskowskiego. Koalicja Obywatelska wciąż nie potrafi prowadzić kampanii w nowych realiach, gdy trzeba walczyć z botami rozpowszechniającymi wytworzone przez AI chwytliwe, kłamliwe treści. Tak teraz było w Krakowie, a za rok będzie tak w całej Polsce.

KLIKNIJ W LINK I ZAREJESTRUJ SIĘ: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/specjalne-wydanie-stanu-wyjatkowego-dolacz-do-wydarzenia/rq61t2b Mija rok od drugiej tury wyborów prezydenckich, wygranych przez Karola Nawrockiego i obóz Prawa i Sprawiedliwości. Dokładnie 1 czerwca o godz. 20 zapraszamy na specjalne wydanie "Stanu Wyjątkowego", w którym Andrzej Stankiewicz, Kamil Dziubka, Dominika Długosz i Jacek Gądek podsumują pierwszy rok po wyborach i wspólnie odpowiedzą na pytania subskrybentów Onet Premium.

Karol Nawrocki ma tę przewagę nad Andrzejem Dudą, że zdobył numer telefonu do Donalda Trumpa. Nie to, żeby panowie sobie regularnie gaworzyli — co to to nie. Ale Nawrocki może przynajmniej pisać do Trumpa smsy. I takiej właśnie esemesowej interwencji podjął się po tym, gdy Pentagon wstrzymał wysłanie do Polski 4 tysięcy żołnierzy. Nawrocki osobiście włączył się dość późno, gdy — jak mówią w jego otoczeniu — „syf już był" i trzeba było gasić pożar. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Dominika Długosz i Jacek Gądek odsłaniają kulisy tej operacji. Finalnie Trump decyzję zmienił. Może to za sprawą smsów od polskiego prezydenta, a może z powodu oburzenia republikańskich kongresmenów, którzy ostro krytykowali osłabianie bezpieczeństwa Polski, uważanej w Waszyngtonie za lojalnego sojusznika. Tak czy inaczej, Nawrocki może wypinać pierś do odznaczeń, bo to jego — a nie przedstawicieli rządu — wskazał Trump ogłaszając zmianę decyzji. Wcale nie Nawrocki jest jednak najważniejszy w rozgrywce, którą wobec Polski prowadzą trumpiści. Decyzja o wycofaniu wojsk i styl wycofania się z tego wycofania są wyraźnym policzkiem dla Donalda Tuska, który ma w Białym Domu złe notowania. To zresztą kolejne upokorzenie po tym, gdy do Ameryki został wpuszczony ścigany przez polską prokuraturę Zbigniew Ziobro. Dziś już wiemy, że pomogli mu ludzie ze ścisłego zaplecza Trumpa, kojarzeni z ruchem MAGA. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" słyszą coraz częściej w kręgach koalicyjnych, że polski Donald musi już przyhamować z krytyką amerykańskiego Donalda, żeby amerykański Donald przestał się mścić.

Pamiętamy, jak zaciekle walczyli ze sobą o to, kto wyśle na polityczną emeryturę Jarosława Kaczyńskiego. Dziś Zbigniew Ziobro jest uchodźcą w Ameryce i bez względu na to, kiedy wróci do Polski — i czy przybędzie w kajdankach, czy wręcz przeciwnie, z rewolwerem za paskiem — jest już politycznie skończony. Z kolei jego odwieczny wróg Mateusz Morawiecki wszedł na wojenną ścieżkę z Kaczyńskim i jest już jedną nogą poza PiS. Morawiecki uważa, że jego wrogowie chcą go usunąć z PiS, żeby potem wysłać Kaczyńskiego na emeryturę i przejąć partię. Tak, to prawda. Tak zwani „maślarze" — Przemysław Czarnek, Tobiasz Bocheński, Jacek Sasin i Patryk Jaki — chcą przejąć PiS. Tak jak chcieli przejąć Ziobro i Morawiecki. Jest jedna zasadnicza różnica — tak silnej koalicji obliczonej na eliminację przeciwników i przejęcie partii jeszcze w PiS nie było. A Kaczyński nigdy dotąd nie był tak słaby. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka ujawniają szczegóły tajemniczej ucieczki Ziobry z Węgier do Ameryki i pokazują, kto mu pomagał w tej eskapadzie, o której polskie władze nie miały pojęcia. Wchodzimy także za kulisy wyjazdowego posiedzenia klubu PiS, na którym Morawiecki wprost rzucił rękawicę Kaczyńskiemu. W partii nazwali to „ostatnią wieczerzą".

Prezydent Karol Nawrocki — tyle wiemy o nim po niemal roku od wygranych wyborów - ma trzy fazy działania: akcji, reakcji i stagnacji. W tym tygodniu był w fazie akcji. Codziennie. Na każdy temat. Konferencja, oświadczenie, ogłoszenie, przemówienie. Projekt goni projekt. Będzie referendum, nowa konstytucja, ustawa i nowe zadania dla BBN. To znaczy nic z tego nie będzie, ale za to prezydent i jego otoczenie mają głębokie przekonanie, że o to w końcu oni narzucają narrację. Przynajmniej przez te kilka godzin — póki wszyscy nie zdążą powiedzieć jak bardzo jest to bez sensu — są panami sytuacji. Jedno co się prezydentowi udało w tym tygodniu to powołać nowego szefa BBN. I tu niespodzianka. Na Bartłomieja Grodeckiego posypały się natychmiastowe ciosy. Zaskakujące jest jednak to, że z atakiem ruszyły Telewizja Republika i „Gazeta Polska" — zarzuciły nowemu prezydenckiemu ministrowi, że to on stoi za aferą wizową z czasów PiS, a w dodatku jest zwolennikiem SAFE. No większych zarzutów na szybko znaleźć nie można było. Nie ma też wątpliwości, że za tym atakiem stoi były szef BBN Sławomir Cenckiewicz, który z gwiazdorem Telewizji Republika Michałem Rachoniem ma bardzo zażyłe kontakty, także biznesowe. W każdym razie — do nas by nie zadzwonił się wyżalić. W sprawie SAFE wszechmocny i hiperaktywny prezydent nie dał rady — rząd podpisał umowę z Brukselą na udział w tym programie, nie oglądając się na weto Nawrockiego. Umowy z zakładami zbrojeniowymi na produkcję broni za kasę z SAFE mają być gotowe do końca maja. PiS cały czas swoje, że to atak na suwerenność Polski i zdrada, a jak wrócą do władzy to natychmiast się z tej imprezy wypiszą. To byśmy chcieli zobaczyć, jak jadą do zakładów zbrojeniowych Stalowej Woli i mówią: „A teraz pakujcie ten sprzęt w kartony, bo żadnej produkcji i kasy dla was nie będzie". Oczywiście cały czas jest mowa o naszym narodowym, prezydenckim „SAFE 0", czyli o kupnie broni za te pieniądze z NBP, co to je zarobimy na złocie. Ale na razie bank centralny ogłosił stratę na historycznym poziomie przekraczającym 35 miliardów. Wojskowość w ogóle budzi ostatnio sporo emocji. Na przykład u Sławomira Mentzena same złe. Lider Konfederacji uznał wręcz, że szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła jest „nienormalny". Do obrony Kukuły przystąpił Krzysztof Bosak, na co Mentzen walnął w generała jeszcze bardziej. To retoryczne starcie młodych wilczków prawicy pokazuje, że w Konfederacji buzują gigantyczne emocje — o czym mówią w tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Dominika Długosz i Kamil Dziubka.

Ależ nam szkoda prezesa — wychodzi na to, że nikt go już nie słucha. I — co gorsza — nikt się już go nie boi. Taki Mateusz Morawiecki. Dostał od prezesa zgodę na swoje stowarzyszenie, czym tak naprawdę usankcjonował własną frakcję w partii. A on niewdzięcznik wcale nie zamierza całować prezesowskiego sygnetu. Co więcej — właśnie ogłosił bojkot posiedzeń kierownictwa PiS, żądając od Kaczyńskiego spotkań w cztery oczy. Łukasz Mejza też w sumie wdzięczny nie jest. Kaczyński dał mu fotel w Sejmie mimo dość podłej przeszłości — Mejza chciał robić lewe interesy na rodzicach ciężko chorych dzieci. Do tego doszło nałogowe łamanie przepisów drogowych, kłopoty z oświadczeniem majątkowym i oskarżenia partnerki, która zarzuca mu przemocowe ciągoty. Za wszystko Kaczyński świecił oczami do czasu, gdy Mejza popełnił grzech w świecie prezesa najcięższy. Otóż przystąpił do negocjacji swej walki w freak fightach, których Kaczyński chciałby zakazać. Wobec klatkowych planów, prezes nakazał Mejzie wynosić się z PiS, przy okazji przebąkując, że w sumie nigdy do partii przyjęty nie został, a był tylko posłem wybranym z listy PiS. Poczuliśmy ulgę, naprawdę. Wreszcie Janusz Kowalski — ten to już odchodzi z PiS po raz drugi. Być może Kaczyński nie dał mu wyboru, bo krążą plotki o powiązaniach posła ze światem kryptowalut, których prezes również chciałby całkowicie zakazać. Nie zmienia to faktu, że Kowalski nie boi się odchodzić z PiS. Rzeczywiście, w tej chwili jest tyle możliwości na prawicy, że można sobie całkiem dobrze ułożyć życie po Kaczyńskim. Premier drwi z sytuacji Kaczyńskiego, obwołując PiS klatką pełną freaków. Szkopuł w tym, że — jak przewidują autorzy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz — premier może już wkrótce stracić dobry humor. Jeśli podległa mu prokuratura wystąpi do Sejmu o uchylenie immunitetu Szymonowi Hołowni w sprawie fałszywych studiów na Collegium Humanum, to czeka nas awantura, która wstrząśnie koalicją.

Na pierwszy rzut oka Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki właśnie zakończyli konflikt, a PiS wychodzi wzmocniona z najpoważniejszego kryzysu, odkąd w 2011 r. partię opuścili Zbigniew Ziobro z Jackiem Kurskim. Ale zdaniem twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzeja Stankiewicza i Dominiki Długosz to tylko pozory. Przyczyna ich ostrego sporu nie zniknęła — to konflikt o kierunek polityczny PiS, a nade wszystko o władzę w partii i sukcesję na prawicy. Momentem zwrotnym stała się nie tyle zapowiedź Morawieckiego, że rejestruje własne stowarzyszenie, co ujawniona przez niego lista założycieli. Znalazło się na niej niemal 40 parlamentarzystów, czyli mniej więcej co piąty członek klubu PiS. To wzbudziło przerażenie u Kaczyńskiego — okazało się, że w partii wyrosła mu silna frakcja, która uważa za swego lidera kogoś innego, niż on sam. Prezes z miejsca sięgnął po metody przetestowane na buntownikach z dawnych lat — tyle, że groźby i prośby nic nie dały. W tej sytuacji Kaczyński miał dwa wyjścia. Mógł udawać, że wciąż jest silny i wyrzucić grupę Morawieckiego z partii. Mógł też się wycofać i z Morawieckim dogadać — wybrał właśnie to rozwiązanie, co potwierdza jego słabość. Ale jednocześnie nawet słabszy niż za dawnych lat Kaczyński na dłuższą metę nie zaakceptuje dwuwładzy w partii — a na taki scenariusz gra Morawiecki, który chce być w PiS niezależnym od Kaczyńskiego współliderem. I takie uzyskał ustępstwa: prezes zgodził się na działanie jego stowarzyszenia, pod warunkiem, że nie będzie rekrutował nowych członków i włączy je w prace organów doradczych partii. To warunki na pokaz, bo Morawiecki bez trudu jest w stanie je omijać — a rozumie, że dzień prezesowskiego sądu może przyjść w każdej chwili. Tym bardziej, że rejestracja stowarzyszenia jest finałem całej serii niesubordynacji Morawieckiego, który otwarcie kwestionuje radykalną linię polityczną Kaczyńskiego, spotyka się z przedstawicielami obozu władzy i podważa kandydaturę Przemysław Czarnka na premiera, odmawiając zaangażowania w jego kampanię.

Coś w PiS pękło, coś się skończyło. Rejestracja przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego własnego stowarzyszenia została uznana przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za wrogie, pasożytnicze działanie, obliczone na rozbicie partii. Czy prezes sam doszedł do tego wniosku, czy też zasuflowali mu go niechętni Morawieckiemu partyjni konkurenci skupieni we frakcji „maślarzy" — to w sumie bez znaczenia. Kluczowe jest to, że Kaczyński właśnie wszedł w tryb anihilacji — czyli zrobi wszystko, aby zniszczyć organizację Morawieckiego, przekupić lub zastraszyć jej członków, a jego samego rzucić na kolana, by z pokorą ucałował prezesowski sygnet. Kaczyński anihilował już nie raz swych prawdziwych i urojonych wrogów — zarówno w PiS, jak też szerzej na prawicy. Wyrzucił z partii wielu jej twórców: Kazimierza Marcinkiewicza, Pawła Kowala, Joannę Kluzik-Rostkowską, Pawła Zelewskiego, Kazimierza Michała Ujazdowskiego, Marcina Libickiego, czy Zbigniewa Ziobrę. Zniszczył Samoobronę, Ligę Polskich Rodzin, Porozumienie Jarosława Gowina, zaś Suwerenną Polskę Ziobry po latach wcielił do PiS. Wydawać by się mogło, że posiadając takie CV prezes nie będzie miał większych problemów z pacyfikacją buntu Morawieckiego. Ale tak wcale nie jest. Morawiecki — choć w polityce jest raptem od dekady — to zawodnik, z jakim Kaczyński się dotąd nie mierzył. Prezes nie może go szantażować usunięciem z list wyborczych, bo jako milioner ma z czego żyć i brak poselskiego mandatu nie jest mu straszny. W dodatku jest na tyle popularny, że ma szansę wprowadzić do Sejmu własną partię. Ponieważ Kaczyński nie rządzi, więc nie naśle na niego prokuratury, służb i skarbówki. Jedyne co może zrobić, to uderzyć w jego ludzi. I to się właśnie zaczyna — Kaczyński prośbą i groźbą będzie wyciągał posła po pośle z organizacji Morawieckiego. Kluczowe jest to, ilu z nich ustoi — Morawiecki zebrał ich w stowarzyszeniu niemal 40. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek rozmawiają z nimi. Jedni są twardzi i butni. Drudzy wyraźnie pękają. Bez względu na to, jak się skończy ten bunt Morawieckiego, już nic nigdy w PiS nie będzie takie samo.

Chyba tylko najstarsi górale pamiętają, że ostatni raz ślubowanie sędziów Trybunału odbyło się w parlamencie jeszcze w latach 90. XX wieku. Ówczesne przepisy — w zupełnie innych realiach politycznych i prawnych — przewidywały, że członkowie TK muszą ślubować wobec marszałka Sejmu. To zmieniła dopiero ustawa z 1997 r., która bazowała na przepisach nowej Konstytucji i przenosiła ślubowanie z marszałka na prezydenta. Twórcy ustawy nie przewidzieli jednak, że pojawią się prezydenci, którzy odmówią przyjęcia ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm. Zaczął Andrzej Duda w 2015 r., a dzieło kontynuuje Karol Nawrocki. Prezydent przez kilka tygodni nie zapraszał na ślubowanie nowo wybranych członków TK. Wyjątek zrobił wobec dwojga, choć Pałac Prezydencki nie potrafi logicznie wytłumaczyć, dlaczego akurat padło na sędziów Dariusza Szostka i Magdalenę Bentkowską. Tak się jednak składa, że oboje są związani z PSL i Polską 2050, czyli z partiami, które Nawrocki i PiS próbują wyciągnąć z koalicji. W tej sytuacji pozostała czwórka postanowiła działać i w Sejmie złożyła ślubowanie w obecności Włodzimierza Czarzastego i notariusza, który przygotował dokumenty potwierdzające śluby. Sędziowie zanieśli je na biuro podawcze Kancelarii Prezydenta, a potem poszli do gmachu Trybunału, gdzie przyjął ich Bogdan Święczkowski, namiestnik PiS. „Godzilla" z nimi pogadał, wypił — jak zapewnia — butelkę wody mineralnej, ale gabinety przydzielił tylko Szostkowi i Bentkowskiej. Reszta przydziału spraw nie dostała. Z PiS płyną nieoficjalne głosy sugerujące, że jeśli za dwa lata zmieni się większość sejmowa, nowy parlament w miejsce czwórki sędziów może wybrać nowych. Rzeczą oczywistą jest, że prezes PiS Jarosław Kaczyński był uprzedzony o ruchach prezydenta. Nie po to w najbliższym otoczeniu głowy państwa są zaufani ludzie Nowogrodzkiej — szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker oraz szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. Jest jasne, że poprzez podzielenie sędziów na dwie grupy Kaczyńskiemu i Nawrockiemu chodziło o wbicie klina w koalicję rządzącą. To miał być też ukłon wobec słabego ogniwa koalicji — Polski 2050, która jest krytyczna wobec premiera. Oraz wobec PSL, bo prawica wierzy, że uda się ludowców skusić do obalenia rządów Tuska. Argumentacja prawna jest rzeczą trzeciorzędną. Kaczyńskiemu, Nawrockiemu i Święczkowskiemu w rzeczywistości chodzi o to, aby Trybunał nie został trwale przejęty przez obecną koalicję. Bo wtedy — taka jest w PiS obawa — TK mógłby wysadzać w powietrze projekty rządów PiS, jeśli po wyborach 2027 r. partia wróci do władzy. Wprowadzenie w tej chwili do Trybunału sześciorga sędziów doprowadziłoby do tego, że już w tym roku większość członków TK stanowiliby nominaci obecnej władzy, a każdy z nich miałby przed sobą długą, 9-letnią kadencję. Zaprzysiężenie jedynie dwójki sędziów daje Kaczyńskiemu gwarancję, że do wyborów nie wypuści TK ze swych górnych kończyn. W najnowszym odcinku słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" jego twórcy opowiedzą też m.in. o powrocie wojny o kryptowaluty, drżeniu w PiS przed wyborami na Węgrzech, a także o tym, dlaczego prezes NBP Adam Glapiński już nie chce sprzedawać złota.